b_150_0_16777215_00_images_Rozwazania_ModlitwaDiakonii_kadzidlo.jpgBrzmią na Twoją chwałę… to posumowanie całej diakonijnej modlitwy; kwintesencja wszystkich poprzedzających je słów:

Panie, uczyń mnie
Przezroczystym narzędziem Twojej łaski,
Niech każda nuta i każdy dźwięk…

albo inaczej:

Panie, stwórz mnie tak,
Bym wypełniony Twoją łaską mógł służyć
Swoimi umiejętnościami i talentem…

… tylko po co? 

 Po co mi talent, jeśli wykorzystuję go, by egoistycznie pokazać siebie samego? Po co, jeśli nie jestem przezroczysty, bo aż kipią we mnie moje własne cele, moje własne ambicje – moje, moje…

Po co mi umiejętności, jeśli tylko odgrywam to, co stworzył autor i kompozytor; jeśli nie widzę głębszego przesłania za rzędami równo poustawianych liter i nut?

Po co służę, jeśli tak naprawdę nie słyszę tego, co śpiewam i gram, bo myślami jestem gdzie indziej, bo nie posługuję w stanie łaski uświęcającej?

Po co angażuję się w posługę, jeśli rzucam jej tylko ochłapy swojego cennego czasu, bo nie mam kiedy przygotować się do niej, bo przecież jakoś to będzie, jak zawsze…?

Po co uczestniczę w rekolekcjach, spotkaniach, Eucharystii, jeśli sam przed sobą przyznaję, że robię to bez przekonania, a może raczej – bo przekonałem sam siebie, że „to mi się przyda”, „to dobrze wygląda”, „przecież muszę”?

Po co poświęcam swój czas na przebywanie we wspólnocie, jeśli jej nie tworzę, jeśli nie ma między nami współbrzmienia…?

Chcę, by moja posługa „brzmiała” – dążyła do idealnej harmonii, do pełni. Brzmienie musi być przepełnione treścią, bo puste nie prowadzi do niczego poza pochwaleniem się własną wirtuozerią. Cały mój talent, wszystko co umiem nie przyniesie żadnej chwały Bogu, jeśli nie zabrzmi w pełni. A zabrzmi, jeśli moje umiejętności będą wskazywać na ich Stwórcę, a nie na mnie – ich zwykłego użytkownika. Moim chrześcijańskim obowiązkiem jest głosić chwałę Bożą – „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30). Jako członek diakonii nie oczekuję, że chwała przypadnie mnie, że to mi zostaną przypisane jakiekolwiek zasługi. „Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.” (Łk 17,10).

Czy robię to po to, by pod koniec życia wystawić Bogu rachunek za wykonaną pracę? Czy chcę usłyszeć od Niego, że moja modlitwa była pusta, bo tak naprawdę wcale nie chciałem zostać na nowo stworzony jako narzędzie łaski posługujące swoim talentem? Co zrobię, gdy zdam sobie wtedy sprawę, że tak naprawdę w tej modlitwie mówiłem „na moją chwałę”…?

Początek strony