Animator muzyczny nie tylko doskonali swoje umiejętności w zakresie muzyki i zdobywa wiedzę liturgiczną. W swej posłudze potrzebuje Boga i wszystkiego, co do Boga należy. Potrzebujemy też doświadczyć Żywego Chrystusa. W paru artykułach kilka osób zechciało się tym doświadczeniem i potrzebą podzielić.

Bywa, że zastanawiamy się się czasem jaki powinien być animator muzyczny. Chcielibyśmy skupić się na jego cechach, patrząc przez pryzmat własnych doświadczeń i przygód podczas posług muzycznych na rekolekcjach, szczególnie oazach wakacyjnych.

b_200_0_16777215_00_images_Rozwazania_CechyMuzycznego_drazenie1.jpgMuzycy ćwiczą godzinami, aby później pięknie wykonać utwory tak przyjemne dla ucha. Sportowcy poddają się różnym ćwiczeniom, dietom, hartują się, by jak najwięcej z siebie dać, gdy nadejdzie czas rozgrywek. Nauczyciel, który codziennie zmaga się z niesforną klasą, znajduje siłę by dalej wykonywać swoją misję. Co ich łączy? Wytrwałość. Skąd ją wziąć? A no właśnie…

Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to Pismo Święte. I od razu otrzymałem odpowiedź. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków. (Jk 1, 3-4) oraz Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość (Rz 5, 3). Czyli wszystko to, co sprawia mi największy trud rodzi też wytrwałość. Jednak jest w niej coś ważnego. Wiara w to, co robimy. To ona kształtuje naszą wytrwałość, by żadna pierwsza przeszkoda na drodze nas nie zniechęciła. Wytrwałość więc musi być cechą zwycięzców! Który to wojownik nie wygrywa bitwy bez wytrwałości i wiary w to co robi? A maturzysta? Poświęca każdy weekend tylko po to, by dostać się na wymarzoną uczelnię. Albo animator muzyczny – on na oazie dzień w dzień stara się najlepiej jak może, by pobudzić do działania nawet najbardziej znużonego uczestnika – wytrwale ćwiczy, gra, animuje i się nie poddaje! To są zwycięzcy! To właśnie wytrwałość daje tym ludziom siłę dalej stać i walczyć o to, w co wierzą.

b_200_0_16777215_00_images_Rozwazania_CechyMuzycznego_szczyt.jpgOstatnio jestem w trakcie czytania książki o alpinistach. Myślę sobie: ile w tych ludziach pasji i zaangażowania w to co robią. Jak jest z nami? Czy potrafimy tak w pełni jak oni zmotywować swoje ciało i duszę do działania? 

Pasji w swoim życiu można mieć wiele. Dla każdego posługującego w Diakonii Muzycznej w mniejszym bądź większym stopniu taką pasją jest muzyka. Skoro lubimy muzykę, to łatwiej przychodzi nam wykonywanie zadań z nią związanych: prowadzenie śpiewów, układanie pieśni na Eucharystię i nabożeństwa, czy animowanie śpiewem przy różnych zabawach. Czy wykonujemy te zadania z zaangażowaniem? A co to w ogóle znaczy?

Posłuszeństwo... Długo zastanawiałam się, czym ono może być dla mnie osobiście? Wobec kogo tak naprawdę mam być posłuszna? Im dłużej posługuję w Diakonii Muzycznej, coraz bardziej poznaję znaczenie tego zadania, które stawia przede mną Pan Bóg.

Posłuszeństwo możemy porównać do muzyka grającego w orkiestrze. Jeśli będzie trzymał się nut, koncert na pewno się uda, sukces zostanie osiągnięty, a cel zrealizowany. Kiedy jednak instrumentalista zacznie improwizować wszystko może się posypać. Praca kompozytora zostanie zmarnowana. Tak samo jest z nami. Posłuszeństwo wobec woli Boga Ojca doprowadzi nas nie tylko do realizacji wyznaczonych nam przez Niego celów, ale i pomoże nam w stawaniu się coraz lepszymi ludźmi.

Bycie animatorem muzycznym ma wiele różnych aspektów. Wystarczy wspomnieć, że animator na oazie letniej przygotowuje śpiewy, animuje je, uczy nieznanych pieśni i bierze aktywny udział w pogodnych wieczorach. A jakby tego było mało, musi być zawsze w gotowości, żeby coś zaśpiewać lub poprowadzić jakąś animującą zabawę. Czasem wydaje mi się, że jest taką siłaczką albo człowiekiem orkiestrą, gdy stara się „ogarnąć” to wszystko. Co więcej można obserwować jak jego „niespożyta” energia się odradza niczym mitologiczny Feniks z popiołów.

b_200_0_16777215_00_images_Rozwazania_CechyMuzycznego_pszczola.jpgMała jest pszczoła wśród latających stworzeń,
lecz owoc jej ma pierwszeństwo pośród słodyczy. (Syr 11, 3).

Zazwyczaj kiedy wracam pamięcią do tych wszystkich rekolekcji, w czasie których posługiwałam jako animatorka muzyczna, podoba mi się to, co mam przed oczami. Uśmiecham się na myśl o śpiewających uczestnikach, o ich zadowolonych minach, o satysfakcji, którą daje uczenie nowych pieśni, o wspólnej modlitwie. I myślę sobie, że było super. 

b_200_0_16777215_00_images_Rozwazania_CechyMuzycznego_cierpliwosc.jpgPrzypadło mi napisać kilka słów o cierpliwości w moim życiu jako życiu animatora muzycznego. W pierwszej chwili pomyślałam sobie: BANAŁ! Jestem cierpliwa, nie będę miała z tym większych problemów. W końcu bycie cierpliwym, to cecha, której każdy z nas doświadcza, jest ona w większym lub mniejszym stopniu ubogaceniem charakteru każdego człowieka. Jednak zanim dotarłam do etapu: „siadam i piszę”, „cierpliwość” krążyła sobie w moim umyśle. Okazała się zagadnieniem trudniejszym niż z początku myślałam i… co było zaskakujące, odrobinę zmieniła sposób w jaki ją postrzegałam we mnie i w otaczającym nas świecie…

Gdy zaczęłam zastanawiać się nad cierpliwością animatora muzycznego, zaraz przyszło mi do głowy zdanie: Animator muzyczny powinien być cierpliwy wobec uczestników.

Dość długo wydawało mi się, że posługiwanie jako Animator Muzyczny jest czymś w rodzaju powinności, którą muszę spełnić. Dostałam talent, ten talent powinnam jak najlepiej wykorzystać i nim właśnie chwalić Boga. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że służba, to coś głębszego...

Pewnie wiele razy stając przed grupą osób, którą masz nauczyć nowej pieśni, aranżacji itd. czułeś stres, strach przed tym, że coś może nie wyjść. Muszę Ci powiedzieć, że też często tak się właśnie czuję. Czasem nawet uważam, że mój talent jest dla mnie karą (nie mogłabym mniej słyszeć?) i zazdroszczę tym, którzy niekoniecznie lubują się w muzyce. Ale po chwili odkrywam znów, że jest i powinien być to mój najdoskonalszy sposób, w jaki mogę służyć.

Animatorką muzyczną byłam już kilka razy i patrząc na moją doświadczenie w tym zakresie, odkryłam dwa rodzaje wiary. Wiarę, jako naszą wiarę w Boga, ale też wiarę w ludzi, których otrzymujemy od Niego.

W zeszłym roku na oazie wakacyjnej ksiądz poprosił mnie na koniec, żeby w następnym roku było więcej pieśni liturgicznych. Pomyślałam sobie wtedy, że jest to nie do zrobienia albo przynajmniej bardzo trudne bo przecież uczestnicy na pierwszym stopniu ONŻ nie chcą śpiewać takich pieśni i nie nauczą się ich. Ale księdzu powiedziałam – Dobrze. I rzeczywiście tak zrobiłam. Przygotowując repertuar w tym roku przewidziałam na każdą mszę jedną lub dwie pieśni bardziej liturgiczne, patrząc na to trochę sceptycznie. Nie dlatego, że mi się one nie podobały, bo ja bardzo lubię te pieśni, ale nie wierzyłam, że uczestnicy pójdą na taki układ.

Początek strony